Wyszczekani.pl
Strona GłównaCzwartek, Listopad 23, 2017
Nawigacja
Strona Główna
Kawiarenka literacka
Biblioteki Strażników
Kącik tłumacza
Współpraca międzynarodowa
Tu odprawiamy Rytuał Ashk-Ente, czyli kontakt
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 35
Nieaktywowany Użytkownik: 638
Najnowszy Użytkownik: MichaelGat
Część IV: Mektub. Jest Zapisane
- Fuj! Ale tu zakurzone... - Melissa szła za rycerzem i Garrettem przez niegdyś wspaniałe i błyszczące komnaty zamkowe. Wrota stały otworem, co dowodziło niedawnej bytności najeźdźcy. Jednak, co już zostało powiedziane, magia zniszczonego amuletu zabrała orki "z powrotem". Najwyraźniej lord miał w nosie, co jego podwładni robią w siedzibie królewskiej. A działo się tu dużo, niestety, spraw, których nie powinniśmy (ze względu na zły przykład dla młodszej rzeszy czytelników) przytaczać. Rozpalanie ogniska na grubym kaszmirowym dywanie, domalowywanie portretom dawnych władców bródek, zębów, rogów, podbitych oczu, tatuaży czy okularów węglem i rzucanie kośćmi po pokojach to tylko nielicznie z nich. - To niedaleko - mówił Gregorius. - Nim orki mnie porwały, zobaczyłem, że kilka z nich schodzi w dół, za tymi - tu wskazał ręką dębowe odrzwia - drzwiami. Niosły jakieś jedzenie i mamrotały, że lord kazał im pilnować króla, ale to nie przeszkadza, by zagrać w karty - skrzywił się.
- No, to chodźmy - zgodził się Garrett.

Zeszli po krętych, kamiennych schodkach w dół. Było tu jeszcze brudniej niż w reszcie mijanych pomieszczeń. Korytarz prowadził mocno w dół, do, jak się okazało, piwnic. Wiele beczek z winem było już pustych, a część trunku na podłodze sugerowała, że uzurpatorzy nie krępowali się. Podłoga z kamiennych płytek była przykryta warstwą śmieci różnego rodzaju. - Orki śmierdzą - dodał przepraszającym tonem usprawiedliwienia rycerz.
- Wiesz, nie musiałeś tego mówić - Strażniczka kręciła nosem. - Jeszcze czuć.
W pewnym momencie usłyszeli coś w rodzaju tłumionego jęku. Dochodził zza kolejnych drzwi. Garrett szybko wyłamał zamek. Weszli do środka…
Na zasnutej kurzem podłodze siedział niewielkiego wzrostu staruszek z długą, srebrzystą brodą. Wyglądał bardzo niepozornie, typ Papy Smerfa, z tą różnicą, iż nie był niebieski. Obok stał blaszany kubek i talerz, oba naczynia puste. Był zakneblowany i przykuty do ściany.
- Król Sadrax! - zawołał rycerz. Staruszek poruszył się. – Mbmb wysig - wybełkotał. Gregorius klęknął. - Wasza wysokość! Już waszą wysokość uwalniamy! - to mówiąc, rzucił się, by odkneblować króla. Melissa wyciągnęła miksturę leczniczą, a Garrett bez słowa zaczął dłubać w zamkach kajdan.

* * *

- Gregoriusie! Chłopcze kochany, ależ ty wyrosłeś! Zmężniałeś! - król wypił łapczywie eliksir i otrzepał się z kurzu. - Wielkie dzięki! Te potwory gdzieś tu są?!
- Nie ma, wasza wysokość - Gregorius z Garrettem zwięźle opowiedzieli historię przewrotu. -No, proszę. Co mi się na stare lata zdarzyło - Sadrax kręcił głową.
- Wasza wysokość musi odpocząć - Melissa odparła stanowczo. - Głodzono waszą wysokość.
- Dajcie spokój z tą waszą wysokością - Sadrax machnął ręką. - Po prostu mówcie normalnie, proszę - zrobił błagalną minę. Był wtedy bardzo do rycerza podobny. - Ta etykieta mnie męczy - odrzekł. - A jeść mi dawali, niewiele, ale zawsze. Cóż, miałem przynajmniej dietę - wiecie, mam słabość do pączków, więc wyhodowałem sobie brzuszek- uśmiechnął się rozbrajająco.
- Tego Chandaravy zawsze nie lubiłem. Ale, to mój kuzyn. Przykra sprawa. Na bankietach rodzinnych zawsze pluł we mnie pestkami, kiedy byliśmy mali, z takiej długiej rurki - westchnął. - Aż nagle, jakieś dwie godziny temu, przyszli po mnie. Mieli mnie, jak to się mówi w książkach szpiegowskich, „zlikwidować” - puścił oko i zachichotał. - No, ale jak przyszli, nagle zaczęli się drapać. Wyglądali idiotycznie, aż nagle - PUF! Zniknęli.
- Wtedy amulet został zniszczony - powiedział Garrett.
- Ale skąd wiedziałeś, Gregoriusie, mój drogi? - dopytywał się. - Czemu tu przyszedłeś, gdy mnie złapali?
Rycerz zastanowił się. - Hmm… Coś… jakby w środku mówiło mi, że dzieje się coś złego. A poza tym, w ogrodzie znalazłem koronę. Poszedłem ją oddać.
- Niemożliwe - wyszeptał Sadrax. - A więc zatrzymała ją.
- Kto? - zapytał rycerz.
- Twoja babcia, chłopcze. Twoja babcia. Jest moją siostrą.

* * *

- Proszę?! - przyjaciele, z Gregoriusem na czele, byli „wstrząśnięci, nie zmieszani”. Król uśmiechnął się nieśmiało.
- Ano tak. Rozumiesz, Anna, moja siostra, byłaby idealną władczynią, od zawsze celowała w rozporządzaniu służbą i tak dalej. Gdy trzeba było, umiała się zachować. Ale ona chciała się uczyć. Sprowadzaliśmy nauczycieli, z Efebu, dla przykładu, ale wkrótce ci stwierdzili, że jest zbyt inteligentna, by to, jak się to teraz mówi? Aha, olać. Uparła się, że pójdzie na uniwersytet, no i dopięła swego. Wysłaliśmy ją do Ankh-Morpork na studia. Zdobyła nawet stypendium! - pochwalił się. - A potem wymyśliła ten swój zespół. To było zbyt wiele. Królewna nie może grać na gitarze elektrycznej, dajcie spokój! - żachnął się. - Mamusia zdecydowała, że upozoruje się małżeństwo z jakimś cudzoziemcem, a potem - wypadek w czasie wyprawy na ślub.
- A tatuś? - wtrącił Gregorius. Sadrax popatrzył na niego, jakby urwał się z choinki.
- Tatuś nie miał nic do gadania. Sam był bardzo muzykalny, ale mamusia nie lubiła opery. Podobno w dzieciństwie męczono ją lekcjami gry na fortepianie z guwernantką, której brzydko pachniało z ust i rosły wąsy! - dodał konspiracyjnym szeptem. - Udało się. Znaleźli jakiegoś frajera, który za akt własności do jakiejś prowincji, chyba zwał się Cosagen - Melissa i Gregorius popatrzyli na siebie pytająco, po czym parsknęli - wziął udział w tej maskaradzie. Później zleciał z konia, dostał reumatyzmu i ożenił się z jakąś hrabianką. Anna była wściekła. Wyzywała go od durniów i męskich szowinistów, wrzeszczała, że nie jest „towarem na sprzedaż” - król westchnął. - No, w końcu, gdy mamusia postawiła jej ultimatum: wielkie show albo koniec nauki i zespołu, zagrała pierwszorzędnie. Udało się. Była trzyletnia żałoba, bo poddani ją kochali pomimo ekscentryczności.
- Ale… to znaczy, że… - rycerzowi nie mogło to przejść przez gardło.
- Tak, jesteś jedynym dziedzicem tronu.
- Ale czemu mi nikt nie powiedział?! - jęknął.
- Anna chciała dla ciebie normalnego, beztroskiego dzieciństwa. Nie miej jej tego za złe. Chroniła cię przez cały ten czas. Gregoriusie… - głos starego króla zadrżał, a w oczach zalśniły łzy – Czy zgadzasz się być moim następcą?

* * *

- Greg, pobudka - Garrett wsunął się do komnaty rycerza z zagadkowym uśmiechem. Był dzień po obwieszczeniu radosnej nowiny ludności Leteritzii. Ten otworzył zaspane oczka. - Hę?
- Melissa chciałaby ci coś pokazać.

Wstali, po czym podeszli do piszącej coś w skupieniu Strażniczki. Uśmiechnęła się tylko i dodała: - Zobacz. Nachylili się, a ich oczom ukazała się duża księga. U góry strony, dokładnymi, gotyckimi literami biegł napis: „Mektub. Jest zapisane”.

* * *

Co było dalej? Cóż, Gregorius został dziedzicem. Babcia wyjaśniła sprawę. Wnuk wybaczył. Była cała pompa - okrzyki, balony, gołębie wypuszczane w niebo (i gonione przez pudelki), konfetti. Sprzątacze mieli potem sporo roboty. Był dobrym władcą – obniżył podatki, starsi ludzie go lubili, był miły dla dzieci i małych psów. Dla tych większych zresztą też. W ogóle, był miły dla zwierzątek. Zadbał o edukację, utworzył wiele publicznych szkół i rezerwatów. Pudelki otrzymały własne skrzydło zamku. Uczynił Miasto, a właściwie, by użyć pełnej nazwy, TunFaire, miastem partnerskim. Organizowano półkolonie, wymianę szkolną i tym podobne rzeczy.

Chandarava został doprowadzony przed oblicze Sadraksa. Wypadł głupio, ponieważ wykłócał się z sędziami o to, że śniły mu się różowe słonie z kokardkami na ogonach i takież króliczki, no i czy to proroczy sen. Miał proces, jednak nadal nie wiadomo, jak się zakończył. Sprawy sądowe w Karencie lubią się ciągnąć. Na razie został wysłany do ośrodka resocjalizacyjnego na roboty publiczne do Djelibeybi, raczej zaściankowego państewka, którego największą atrakcją jest Djel, czyli mulista, niezbyt ładnie pachnąca rzeka ze świętymi krokodylami oraz piramidy. Pracuje w fabryce wyrabiającej... różowe pluszowe słonie i króliczki dla dzieci ze szkółki socjalnej, wynalazku królowej Ptraci. Raz do roku spełnia też funkcję świętego Mikołaja. Bardziej pasowałby na Grincha, ale to tylko moje zdanie i się nie liczy.

Melissa skończyła spisywać losy przewrotu w Letheritzii. Dzięki tej pracy zdobyła umiejętności Strażniczki-Mistrzyni (jako najmłodsza kobieta zdała elitarny egzamin na Strażnika-Mistrza; taki Strażnik może zasiąść w Radzie lub być nawet Pierwszym Strażnikiem).
Garrett zgodził się był ojcem chrzestnym dla małego Stephena Russella, czyli synka Basso i Jeniviere (nie zgodził się na nazwanie go własnym imieniem, argumentując, że w niektórych sferach mógłby być narażony na docinki; w końcu dzieci są okrutne).

Strażnik Seth został wyrzucony z Bractwa. Nie przejął się tym zbytnio. Przeprowadził się do Ankh-Morpork i zaczął prowadzić cieszącą się wielkim powodzeniem restaurację Keeper’s Fried Chicken (w skrócie KFC). Powodzi mu się dobrze, choć przy tak bogatym stole nieco się zapuścił. To chyba tyle.

To nie koniec, to Początek. Początek czegoś wspaniałego, czego nasze pióro nie może ująć w słowa. Z pewnością zauważyłeś, drogi czytelniku, że praca jest niespójna, nieciekawa, śmieszna, głupia, niegramatyczna, niezrozumiała, idiotyczna, a nawet zupełnie zła i łamie wszelkie możliwe zasady pisania. Opowiadań z tej konwencji w szczególności. Naszym motorem była jedynie chęć sprawienia Ci chwili przyjemności. Jeśli choć jedna osoba uzna ten tekst za godny stracenia jakiegoś czasu, zamiast, powiedzmy, oglądać telewizję, to nasza misja została zwieńczona sukcesem.

”Mektub. Jest Zapisane” by Melissa Macunado. All rights reserved.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.

123268 Unikalnych wizyt

PHP-Fusion v6.01.6 © 2003-2005


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie